[6] Zostałem wezwany jako świadek i… nie stawiłem się w terminie

23.01.2013

Dostałem takie oto coś:

Nie dość, że spotyka mnie coś podobnego pierwszy raz w życiu, to jeszcze… nie stawiłem się w terminie. Polecone mam do skrzynki, bo w całej tej swojej potrzebie organizowania i planowania własnego życia doszedłem swego czasu do wniosku, że zamiast tracić każdorazowo cenną minutę kilka razy w miesiącu na podpisywanie listonoszowi poleconego, lepiej będzie samemu wyjmować je ze skrzynki.

Teraz mam efekty swojej nadgorliwości… Może i przez kilka ostatnich miesięcy uszczknąłem sobie łącznie kilka czy kilkanaście minut z życia, ale teraz pewnie przyjdzie wybulić z kilkaset złotych kary za niestawienie się. Oj, ciężka będzie dziś noc. Jutro chwytam za telefon i dzwonię z wyjaśnieniami.

 

Tylko co ja zrobiłem?…

Staram się żyć w zgodzie z prawem. Nie zabijam, nie cudzołożę, nie kradnę (pod warunkiem że nie liczyć tych wszystkich MP3 pobieranych przed laty). Podatki płacę, a do ZUS-u biegam, ilekroć zawołają. Żyję przykładnie, a z domu mało kiedy wychodzę, jak to bywa w raczkującym e-biznesie. Znajomych, jak mi się dotąd wydawało, mam dość prawych, żaden przynajmniej sprawą karną się nie chwalił.

A mimo to, gdy zobaczyłem pieczątkę komendy policji na kopercie, serce zabiło mi mocniej. Myślałem najpierw, że znowu jakiś fotoradar, ale gdy rozdarłem kopertę, żadne zdjęcie nie wypadło. Szybko zadzwoniłem pod podany numer. Nikt już nie odebrał. Gdy pojechałem na komendę, całkiem miły pan wyjaśnił, że Kasia pracuje tylko do 15. I żebym zadzwonił jutro. Po sygnaturze widzi, że sprawa sprzed pół roku. Ale nic więcej powiedzieć nie jest w stanie.

Nie powiem, że się nie przejmuję. Nic na sumieniu nie mam, zresztą przecież jestem tylko świadkiem, a nie podejrzanym. Mimo to wertuję wspomnienia jak oszalały w poszukiwaniu jakichś skaz, których ktoś mógłby się dopatrzyć. Długi byłego właściciela mieszkania? Facet, który tak chętnie, nie wiedzieć czemu, kupił Astrę? Mechanik, który bierze w łapę i nie ewidencjonuje wszystkich przychodów?

 

A kiedyś też taki chciałem być…

Mimo że staram się żyć jak przykładny obywatel, list z policji budzi we mnie lęk. Dziwny to zawód. Pamiętam, że gdy byłem dzieciakiem, marzyła mi się praca policjanta. Łapać bandziorów, chronić sprawiedliwych i takie tam bzdety. Gdy dziś widzę niebieski mundur, mam zgoła odmienne skojarzenia. Zamiast czuć się bezpieczny, odnoszę wrażenie, że jestem potencjalnym przestępcą. Nie wiem, czy tak to powinno działać. Ale może tylko ja tak mam?

Czas pokaże, o co chodzi. Z pewnością nie przemilczę na blogu dalszego ciągu.

1 komentarz

Przypomniało mi się jak kiedyś piliśmy piwko nad kanałem. Przyjechał radiowóz, bo monitoring nas wychwycił. Ale skończyło się polubownie. Nie taka zła ta policja! :)

by Wojtek on 14 marca 2015 at 14:15. Odpowiedz #

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)