[11] „Samoloty” Disneya – recenzja wcale nie odlotowej animacji

15.08.2013

Samoloty 2013 Disney PixarGdy mijały pierwsze minuty animacji, czułem coraz większy niepokój. Ostatnie dokonania Pixara nie były najdoskonalsze. Odlot był pierwszą z wpadek, potem taka sobie Merida waleczna, a ostatnio dość nijaki Uniwersytet potworny. Jako że Samoloty reklamowano jako spin-off Pixarowych Aut, od których zaczęła się nasza (mojej i żony) fascynacja Pixarem, już w dzień premiery pojawiliśmy się w kinie. Po kolejnych kilkunastu minutach seansu nie miałem wątpliwości, że Pixar nie mógł mieć nic wspólnego z tą… szmirą.

W tym momencie mógłbym skończyć ten wpis, pisząc: pod żadnym pozorem nie idźcie do kina! Ale wypadałoby napisać coś więcej. A więc zmuszę się i raz jeszcze wrócę myślami do tego, o czym najchętniej bym zapomniał.

Najgorsze jest to, że odniosłem wrażenie, jakby scenarzyści Samolotów włączyli sobie Auta i zaczęli kopiować wszystko, co się dało, w miejsce samochodów wstawiając samoloty. Co mam na myśli? Oto garść przykładów:

  1. Dusty, podobnie jak Zygzak, marzy o sławie, karierze i bierze udział w wyścigu światowej rangi.
  2. Jest i ten „zły” – zamiast Maruchy z Aut, też zielony (co za zbieg okoliczności!).
  3. Najbliższy przyjaciel Dusty’ego wydaje się trochę przygłupawy i zapominalski – Złomek był jednak o „niebo” sympatyczniejszą postacią.
  4.  Jest i wielka tajemnica, która stoi za tajemniczą postacią mentora Dusty’ego (podobnie jak w przypadku wuja Hudsona).
  5. Dusty ma też swoją Sally, która zamiast tatuażyka zamontowała sobie nowe śmigło.

Wymieniać można by jeszcze długo – to tylko garść pomysłów zerżniętych z Aut. Problem w tym, że o ile pewne typy postaci, relacje ich łączące, fabuła itd. bywają uniwersalne i można by przymknąć oko na te chamskie zapożyczenia z Aut, o tyle sam efekt jest mniej niż mizerny. Postacie są absolutnie czarno-białe, jednowymiarowe, a fabuła do bólu przewidywalna. Dialogi są sztywne jak śmigła Dusty’ego, a żarty (jeden z największych atutów Pixarowych bajek w polskim wydaniu!) nieśmieszne jak pewien błazenek. Nawet sama jakość animacji wydała mi się o kilka lat spóźniona. Przed siedmiu laty byłem zachwycony tym, jak wyglądały Auta. Co do Samolotów, to nie wyglądały ani trochę lepiej od swego pierwowzoru…

Serio – nie wiem, co można dobrego napisać o tej animacji. Kilka miesięcy wcześniej byliśmy na Disneyowskim Ralfie Demolce i przyznam, że była to jedna z lepszych nie-Pixarowych animacji, jaką widziałem, a naprawdę naoglądałem się ich sporo. Zaplątani, inne z niedawnych dokonań Disneya, też byli niczego sobie. A Samoloty – ni to bajka dla dzieci, bo dialogi uderzają w ton dla dorosłych, ni to animacja dla starszych, bo nudne to, mdłe i przewidywalne, że choćby mi zapłacili, nie poszedłbym drugi raz.

Kontynuując wątek z początku tekstu, nie do końca rozumiem relacje między Disneyem a Pixarem. W 2006 r. Disney kupił Pixara, to jasne. Pixar na szczęście zachował jakąś tam niezależność – wypuszcza sequele tudzież (ostatnio) prequele, trzyma dawny poziom itd. Ale o co chodzi z Samolotami? Nie rozumiem, czemu Disney podpina się pod jedną z najgenialniejszych Pixarowych produkcji. Nawiązania (czy raczej: nieudolne kopiowanie) motywów, postaci, dialogów i właściwie całej fabuły z Aut walą po oczach. Rozumiem, że grają teraz w jednej drużynie, ale skoro to Pixar stworzył świat Aut, to i on powinien wziąć się za Samoloty. A jeśli już Disney się za to zabrał, to albo powinni odpuścić ciągłe podkreślanie nawiązań do Aut i nie wprowadzać nikogo w błąd, albo dać Pixarowi możliwość wglądu w efekty ich pracy. A ludzie z Pixara z pewnością nie klepnęliby takiej produkcji. Niby w napisach końcowych pojawia się Lasseter, ale nie wierzę, by miał jakikolwiek wkład w tą chałturę.

To pierwsza recenzja (jeśli tak można nazwać ten wpis) na blogu. Gdyby przyjąć 10-stopniową skalę, Samolotom dałbym… dwójeczkę. Nie dlatego, że jestem srogim recenzentem. Auta miałyby dziesiątkę, bo to mój osobisty ideał animacji (a właściwie, mówiąc szumnie, filmu w ogóle), a Disneyowski Ralf Demolka – 9,5. Ale Samoloty nie umywają się do żadnej z tych produkcji. Może i są „o niebo wyżej niż Auta”, tyle że jakościowo stoją od nich niżej o całą stratosferę.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)