[18] Narodziny dziecka, praca w domu i zarządzanie czasem

17.07.2014

Zarządzanie czasemWstaję ostatnio dość wcześnie. Jedno ze zleceń odsyłałem niedawno o piątej nad ranem, by zdążyć z porannym terminem. Gdy klient spojrzał na godzinę wysłania maila, spytał, czy ja jeszcze nie śpię, czy już wstałem.

Mógłbym odebrać to jako komplement. Że taki jestem odpowiedzialny, terminowy i solidny kontrahent, że wstaję o jakichś kuriozalnych godzinach, by nie zawalić terminów. W chwili największego kryzysu zdarzyło mi się obudzić o trzeciej nad ranem, by odesłać tekst na ósmą rano. Ale dumny z tego nie jestem. Bo to dowód na to, że w gruncie rzeczy nie umiem zarządzać czasem. I to ja, który zawsze powtarzam, że nie ma czegoś takiego jak „nie mam czasu”.

Przez pięć lat pracy zawodowej robiłem wszystko, by umiejętnie zorganizować sobie pracę w domu i jak najlepiej zarządzać czasem. Planowanie miesięcy, tygodni i dni, aplikacje do zarządzania czasem, kalendarze, listy to-do, a ostatnio także szkolenie u Michała Pasterskiego (michalpasterski.pl – swoją drogą polecam). Mimo to – sukcesów brak. Zaganiany jestem jak krowa na pastwisku.

Wreszcie jednak nadszedł ten dzień. 25 marca 2014 r. Zostałem ojcem.

 

Krótki dzień z życia przedsiębiorcy-ojca

Pobudka przed piątą rano. Nie ma czasu na leżenie w łóżku, bo obowiązki wzywają. Karmienie, pielucha i dopiero od szóstej mam godzinę, może półtorej na to, by siąść do pracy. Jedną ręką poprawiam wypadającego smoczka, a drugą – przecinki i ortografy w ostatnim zleceniu.

Gdy dochodzi 7:30, czas na drugie karmienie. W pół godziny uwijamy się z butelką i pieluchą, a syna przejmuje żona. Mam czas do jakiejś czternastej, piętnastej, może szesnastej. Jeśli skończę wcześniej, jest chwila na spacer. A o osiemnastej już kąpiel, potem usypianie. Jeśli nie wykorzystam maksymalnie czasu na pracę, nie ma zmiłuj – wrzask za jedzeniem i „To kiedy kończysz? Jesteś wreszcie wolny?” zrobią swoje.

Początkowo nie mieliśmy tak ścisłego podziału obowiązków. Ja wiem, że ojciec z pracą w domu i matka to taka wspaniała okazja, by dać dziecku piękne dzieciństwo i takie tam… Ale to nie ma racji bytu. Gdyby nie podział obowiązków, w niedługim czasie snulibyśmy się po domu jak dwoje zombie – niewyspani, z opuchniętymi oczami, poirytowani i sfrustrowani wychowaniem. Odkąd dzielimy się wychowaniem syna, w ciągu dnia robię znacznie więcej niż wtedy, gdy oboje biegliśmy do niego, słysząc płacz z pokoju obok.

 

„Nie mam czasu” – wymówka, w którą już nie wierzę

Pierwszy raz od długiego czasu pracuję, wbrew pozorom, w sposób szalenie usystematyzowany. Koniec z opierdzielaniem się, zaglądaniem na fejsa, pogrywaniem w Cywilizację czy wyskakiwaniem do sklepu, bo zabrakło mięcha na kanapkę. Wychowanie dziecka wymaga wspięcia się na wyżyny produktywności.

Nagle się okazało, że dawne „nie mam czasu” było tylko wymówką. Nie dość, że muszę wygospodarować czas na wszystko, czym zajmowałem się dotychczas, to w ciągu dnia znajduje się czas na poranne zajmowanie się dzieckiem, godzinny spacer, kilka karmień, przewijanie pieluchy, kąpiel, usypianie. Ze względu na pracę nie poświęcam synowi tyle czasu, ile żona na macierzyńskim, ale kilka godzin każdego dnia to chyba i tak niezły wynik.

Co najśmieszniejsze, nagle znalazłem czas na rzeczy, które dotychczas zaniedbywałem. W RSS-ie zamiast kilkudziesięciu nieprzeczytanych wpisów nagle widzę pustkę, bo wygospodarowałem czas na czytanie w trakcie karmienia. Zakupy robimy w czasie spacerów, gdy mały śpi, a rodzinę odwiedzam częściej niż kiedykolwiek, bo co może być wspanialszego niż babcine „jak-to-on-urósł-ostatnio-był-taki-mały!”.

 

Najlepszy sposób na zarządzanie czasem

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że bycie ojcem aż tak wpłynie na moją pracę. Rutyna małego brzdąca sprawia, że i ja muszę działać zgodnie z planem. Nareszcie.

Konkluzja z tego wpisu jest prosta, choć brzmi paradoksalnie: dodatkowa odpowiedzialność, jaką jest opieka nad dzieckiem, to chyba najlepszy sposób na uporządkowanie własnych spraw. Wszystkich, którzy mają problemy z zarządzaniem czasem (tylko czy są tacy, którzy ich nie mają?…), autentycznie zachęcam do jednego: sprawcie sobie małego szkraba!

Aha, bym zapomniał: i przygotujcie się na to finansowo, bo chyba nic bardziej nie drenuje portfela niż 10 pieluch dziennie i dziesiątki innych rzeczy must-have-gdy-masz-dziecko. Ale biorąc pod uwagę wzrost produktywności, wychodzi się co najmniej na zero ;)

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)