[Szorty #3] Rozsadziło mi mózg, a potem jeszcze usłyszałem, że zmniejszą ZUS!

22.04.2017

Na dobry początek polecam to (wymagane konto na Spotify):

 

Wtorek

Nocne karmienia mają swój urok. Aby zabić czas, zwykle odpalam YouTube’a (jedną ręką w Wordamenta nie pogram). Dziś trafiłem na filmik, który absolutnie rozsadza mózg.

Już wcześniej widywałem tego typu porównania, tyle że na mniejszą skalę. Ale to, co zobaczycie tutaj, po prostu nie mieści się w głowie – fragment od 1:10 do 3:50.

Na marginesie tylko zapytam (retorycznie?): w jaki sposób my to wszystko jesteśmy w stanie zobaczyć/wyliczyć/oszacować?

A na koniec dnia Szustak prawie przyprawił mnie o zawał, gdy zobaczyłem, że kończy z YouTube’em. Na szczęście tytuł tak samo clickbaitowy jak ten ze zrzucaniem habitu.

PS. W przypływie nocnej kreatywności wpadły mi do głowy „Szorty” – jako nazwa cyklu. Ot, taka mało błyskotliwa gra słowna.

 

Środa

Dziś znów niemal przeżyłem dzień, w którym zobaczyłem swoją przyszłość. Trochę tylko to irytujące, że widziałem go w maju 2015, a do dziś, po 2 latach, niewiele się zmieniło. W każdym razie dziś znów byłem menedżerem własnej firmy, a nie jej głównym redaktorem. Ciągle zdarza mi się to niezmiernie rzadko.

Usłyszałem kiedyś myśl, którą doskonale obrazuje to, z czym się borykam. Brzmiała mniej więcej tak: Jeśli chcesz robić biznes, nie zabieraj się za to, na czym się znasz. Zajmij się tym, o czym nie masz pojęcia.

Biznes, na którym zna się właściciel, to bezpieczny biznes, ale wymaga szalenie dużo pokory, wiary w innych i dyscypliny, by go rozhulać. 1 kwietnia stuknęło eKorekcie 8 lat, a mam wrażenie, że każdy dzień mojej pracy wygląda tak samo jak przed 8 laty. Szybciej chyba bym rozwinął hodowlę rybek czy warsztat samochodowy, bo bałbym się dotknąć czegokolwiek i musiałbym całą pracę (a nie jej część) zlecać innym. Ale pocieszam się, że rok do roku obroty i przychody rosną – a to wystarcza (na razie), by przez 8 lat robić to, na czym się podobno znam.

 

Piątek

W radiu mówią, że składki ZUS miałyby być uzależnione od dochodów przedsiębiorcy. Za każde 200 zł – 32 zł składki. Czyli np. przy 5000 zł – 800 zł. Ciągle mniej niż obecne 1176 zł niezależnie od dochodu (lub straty!). Krótko mówiąc – jestem za!

Ale słucham dalej i wkurzają mnie argumenty samozwańczych obrońców uciśnionych pracowników: „Część ekspertów uważa jednak, że obniżka składek może spowodować, że firmy przekonają miliony zatrudnionych na etat do przejścia na samozatrudnienie” (Niskie składki ZUS dla małych firm).

Po pierwsze zastępowanie etatu sensu stricto samozatrudnieniem jest niezgodne z prawem, więc takie argumenty to jak zakazywanie sprzedaży noży w sklepie, bo przecież można nimi też zabijać – a jakoś nikomu podobny zakaz nie przychodzi do głowy. Ten sam chybiony argument podnosi się w dyskusji o oskładkowaniu umów o dzieło (nie żadnych „umów śmieciowych”!). Umowa o dzieło w świetle prawa nie może zastępować umowy o pracę, więc nie trzeba chronić żadnych pracowników na umowach o dzieło, bo taki twór prawny nie ma racji bytu – tak jak i nie ma (czy raczej: nie powinno być) „etatów na działalności”. Od tego są sądy, a nie ustawy legalizujące łamanie prawa.

Po drugie, nawet jeśliby pracodawca odważył się na taki krok, byłaby to okazja do niezłych negocjacji. Koszty dla pracodawcy będą niższe np. o 500 zł niż na etacie? To niech wynagrodzenie będzie wyższe o 250 zł! Wystarczyłoby nieco asertywności i zdroworozsądkowego podejścia.

Jeszcze 8 lat temu sam przerabiałem podobną sytuację. Nie założyłem firmy, bo takie miałem widzimisię, ale dlatego, że tak było najkorzystniej finansowo dla mnie i mojego dawnego zleceniodawcy (choć nie był to odpowiednik etatu – pracowałem zdalnie i w dowolnych godzinach). Dziś się cieszę, że zdecydowałem się na tamten krok. Z upływem czasu własna firma pozwoliła mi na niezależność i stworzenie sobie pracy, o której do dzisiaj mógłbym co najwyżej marzyć (w Elblągu nie ma żadnych wydawnictw!). Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, by się buntować i domagać jakichś sformalizowanych umów o telepracy.

Mówiąc prościej: każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje życie (i swoją pracę), a tworzenie setek paragrafów, by ochronić biednych i bezbronnych pracowników, to robienie z ludzi ofiar. Państwo opiekuńcze powinno pomagać co najwyżej osobom najbardziej potrzebującym, a nie karać (choćby wysokimi podatkami) tych okrutnych, złych przedsiębiorców, byleby nikomu nie stała się krzywda.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)