[39] Nic nie usprawiedliwia braku szacunku do drugiego człowieka!

13.05.2017

Poczułem się ostatnio jak przed laty w podstawówce. I nie było to miłe wspomnienie.

Poszedłem po drobne zakupy do sklepu. Za kasą stała jakaś nowa kobieta (rotacja pracownic w osiedlowym spożywczaku jest dość duża). Dzień dobry, dzień dobry, poproszę to i to, czy wszystko, nie, jeszcze trzy butelki do zdania.

I wtedy się zaczęło.

Gdy postawiłem butelki na ladzie, kobieta spojrzała na nie skonsternowana. Nie wiedziałem, o co chodzi. Druga z pracownic, która jest tu zatrudniona od kilku miesięcy – całkiem miła starsza kobieta, do rany przyłóż – akurat rozmawiała przez telefon. Widząc, co się dzieje, szybko skończyła rozmowę i podeszła do kasy.

– Czego teraz nie wiesz?

– Pan oddaje butelki.

– No i czego nie wiesz? Ile masz butelek do zwrotu?

– Trzy.

– To odejmij je.

Zapadła niezręczna cisza.

– Czego znowu nie wiesz?

– Ale jak nabić trzy?

– No trzy razy jeden minus.

Kobieta za kasą przybliża palec, by wcisnąć klawisz, ale zaraz odsuwa go z niepokojem. Robi to samo w innym miejscu, po czym odsuwa rękę.

– Czego nie wiesz?

– Jak nabić trzy?

– Przecież mówię: trzy razy jeden minus.

Niewiele to zmienia, a strwożona pracownica boi się cokolwiek wcisnąć.

– Pan powie – starsza z pracownic nagle zwraca się do mnie – czy ja mówię niewyraźnie? Pan rozumie: „trzy razy jeden minus”?

– Wie pani, ja się nie znam – odpowiadam równie skonsternowany, choć sobie myślę, że w sumie też nie rozumiem, o co chodzi z mnożeniem trzech minusów.

– Tak? – nagle wtrąca się młodsza kobieta, stukając coś na kasie.

– A ile ci nabiło?

– Pięćdziesiąt groszy.

– To ile jeszcze musisz?

– No dwa razy – odpowiada niepewnie. – A mogę tak? – pyta z wahaniem, wskazując na funkcję mnożenia na kasie.

– No tak! Przecież od razu mówiłam ci, że trzy razy jeden minus.

Nowa pracownica odejmuje za jednym razem całą złotówkę. Płacę, ile trzeba. Wychodzę czym prędzej ze sklepu.

Czuję się jak przed kilkunastu laty w szkole. Siedziałem w ławce w ostatnim rzędzie i zwijałem się w sobie z zażenowania i duszącej od środka złości, ilekroć nauczycielki w podobny sposób znęcały się przy tablicy nad tymi, dla których działania pokroju dwa razy dwa były ponad ich możliwości.

Zdarzało się to wielokrotnie w podstawówce, rzadziej w liceum i chyba nigdy na studiach. Nie sądziłem, że po tylu latach znów poczuję to samo zażenowanie i rosnący we mnie gniew.

 

Co się stało z szacunkiem do drugiego człowieka?

Jako dziecko nie wiedziałem, jak zareagować. Czułem się sparaliżowany sytuacją, choć dobrze rozumiałem, że nikt nie ma prawa odbierać drugiemu człowiekowi szacunku ani naigrywać się z niego na oczach innych. Podświadomie też zakładałem, że dorosłym to się nie zdarza. Że upadlanie innych wynika co najwyżej z nadużycia władzy dorosłych nad dziećmi. Że dorośli dorosłym tego nie robią. Teraz dopiero sobie uzmysławiam, jak bardzo się myliłem.

Mam w sobie głębokie przekonanie, że jedną z najbardziej fundamentalnych wartości jest szacunek do drugiego człowieka. Bo to brak szacunku jest źródłem wszystkich paskudztw, jakie sobie wyrządzamy. Gdy nie szanuje się drugiego człowieka, można zmieszać go z błotem. Gdy, co gorsza, ma się nad nim władzę (fizyczną, psychiczną czy zawodową (!)), już tylko krok do agresji, upodlenia i mobbingu.

Nic nie usprawiedliwia braku szacunku do drugiego człowieka!

Szalenie żal mi tej kobiety za kasą. W kolejnych dniach nie odważyłem się zaglądać do osiedlowego sklepiku, a po pieczywo jeździłem do położonego dalej „Piotra i Pawła”. Współczuję tej kobiecie, bo nie wyobrażam sobie życia w warunkach, w których walka o pracę zmusza do godzenia się na takie sytuacje. Domyślam się, jak ciężko tej kobiecie znaleźć jakąkolwiek pracę, jak ciężko jej zagrzać miejsce na jakiejkolwiek posadzie, która wymaga czegoś innego niż prosta praca fizyczna. Jednocześnie nie umiem w sobie znaleźć przyzwolenia na takie jej traktowanie przez innych. Kimkolwiek jest. I czegokolwiek nie umie.

Nic nie usprawiedliwia szacunku do drugiego człowieka!

 

„Na szacunek trzeba sobie zasłużyć”

Zaskoczyło mnie to, że zachowywała się tak starsza z pracownic, która najwyraźniej została oddelegowana do przyuczenia nowej. To naprawdę miła kobieta. I ewidentnie była zmęczona po całym dniu pracy. Chciałbym powiedzieć, że ją to usprawiedliwia, ale… tak nie jest.

Nic nie usprawiedliwia szacunku do drugiego człowieka – ani zmęczenie, ani odmienne poglądy, ani fakt, że w przeciwieństwie do innych umie się nabić na kasie „trzy razy minus jeden”. Może nowa pracownica tego nie umie i nie jest w stanie się tego nauczyć. Ale to nie odbiera jej prawa do szacunku.

Wkurza mnie powiedzenie, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. No nie! Nie trzeba! Szacunek należy się każdemu człowiekowi, tak jak należy nam się prawo do życia, prawo do wolności, do decydowania o sobie czy prawo do własnego zdania. Wcale nie należy nam się chociażby prawo do emerytur (!) ani do publicznej opieki zdrowotnej (!!), ale prawo do szacunku – tak!

 

Szacunek nie oznacza tolerancji

Szacunku nie utożsamiam z tolerancją. Żyjemy w czasach, w których wypada tolerować to i owo. Wypada tolerować społeczności LGBT, weganów, frutarianów, feministki, a nawet shemale’e… Można by wymieniać w nieskończoność. Tolerancja oznacza akceptację, a to prowadzi co najwyżej do rozmydlenia własnego systemu wartości. Tolerując wszystko i wszystkich, stajemy się bezkrytyczni. Nijacy. Przezroczyści. Tolerancją można co najwyżej sobie zaszkodzić, bo gdy komuś przyjdzie do głowy zrobić to i owo, natrafimy na argument, którego nie sposób odeprzeć: przecież tolerujemy inność.

I na tym polega różnica między tolerancją a szacunkiem. Bo tolerancja oznacza akceptację, ale brak tolerancji nie wyklucza braku szacunku. W wielu sprawach mam konserwatywne poglądy, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by nie szanować ludzi, z którymi się nie zgadzam. Nawet jeśli czyjś system wartości kompletnie rozmija się z moim, nie znaczy to, że nie szanuję tego człowieka. Szacunek objawia się w braku agresji, napaści na drugiego człowieka, mobbingu, słowem – w nieużywaniu swojej przewagi nad drugim człowiekiem. A wcale nie musi oznaczać akceptacji dla poglądów drugiego człowieka – i nie ma w tym nic złego!

 

Brak szacunku wymaga reakcji!

Zły tylko jestem na siebie za to, że pozostałem bierny. Gdy nowa kasjerka zaczęła mnie wylewnie przepraszać za wszystko, co się wydarzyło, możliwie najuprzejmiej wyjaśniałem, że nic się nie stało. Ale to za mało. Milczące przyzwolenie na agresję starszej pracownicy to najgorsze, co mogłem zrobić. Ale i teraz nie wiem, jak powinienem się zachować.

Wiem jedynie tyle, że szacunek należy się każdemu. Bezwarunkowo. Wcale nie musimy się tolerować, bo tolerancja nie prowadzi do niczego więcej jak zakłamania. Ale szacunek należy się każdemu i nic nie usprawiedliwia braku szacunku do drugiego człowieka! Będę to powtarzał, dopóki będę świadkiem takich sytuacji.

PS. Wpis publikuję kilka dni po tamtym zajściu. Od tamtej pory w osiedlowym sklepiku byłem kilka razy. Ani razu nie spotkałem już tej kobiety.

komentarze 2

Żałuję, że nie zareagowałeś… Jasno, zdecydowanie, stanowczo, jednak i… z szacunkiem do starszej kobiety. Szkoda. Piszę to dlatego, że jestem niezwykle wyczulony na złe traktowanie ludzi przez inne osoby. I tak, choć w okresie urlopowym jestem wychowawcą dla 120 recydywistów penitencjarnych, to moje zmęczenie i problemy osobiste nigdy nie przełożyły się na moje postępowanie wobec tych osób. Zawsze mówię do skazanych „pan”. Także do pedofili, choć to trudne. Zawsze mówię ze spokojem w głosie. Im bardziej krzyczy mój wzburzony rozmówca, tym ja bardziej zniżam głos, choć to także trudne. Jednocześnie jestem cholernie konsekwentny i z zasadami. Bardzo mnie to cieszy, gdy tylko moje spojrzenie (wymowne) wystarczy, żeby pan skazany zmienił zachowanie w pół sekundy (trochę też z obawy przed konsekwencjami dyscyplinarnymi, ale zdaję mi się, że nie tylko). Robię długie wywody i analizy moim domowym Rambo. To ich o wiele bardziej wkurza niż gdybym ich zlał za to, że oni lali swoich domowników. To też trudne, bo niejeden powinien dostać porządnie …, żeby odczuć, co czuły jego ofiary. Ale lepiej konsekwentnie i z… szacunkiem. Choć to również trudne… Taki trening konsekwencji w działaniu przenosi się też na życie bliższe domowemu. Gdy po raz kolejny panowie ze stowarzyszenia na rzecz osób niepełnosprawnych wjechali na chodnik dla pieszych, zyskując 2 metry do klatki schodowej (osoba, którą odwozili nie ma problemów z poruszaniem się) stanowczo, ale grzecznie zareagowałem. Trzech rosłych facetów wysłuchało mojego wywodu i gdy myślałem, że ruszą na mnie z pięściami, jeden z nich zgodził się ze mną, obiecując poprawę. Podsumowując: co dziwne, egzekwowanie szacunku (które początkowo niesie za sobą opór) z uwzględnieniem jednak prezentowania pełnego szacunku dla innych buduje szacunek tych osób do nas jak mało co… To przez to możemy starać się zostać autorytetem dla kogoś innego… Choć to już niezwykle trudne…

by don shaqadeemaz on 3 sierpnia 2017 at 00:53. Odpowiedz #

Jedna sprawa — tolerancja NIE oznacza akceptacji. Te słowa mają różną etymologię.

by M on 24 maja 2018 at 11:35. Odpowiedz #

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)