[Szorty #7] Z zawiścią w sercu być reklamą Pana Boga…

19.09.2017

Sentymentalny powrót do czasów licealnych:

 

20.07

Wokalista Linkin Park, Chester Bennington, popełnił samobójstwo.

To zawsze jest tragedia. Ale gdy przez chwilę przebiega mi przez głowę myśl, jakie to słabe, że mimo tak spektakularnego sukcesu nie poradził sobie z życiem, czuję odrazę do siebie. Znów się wywyższam i znów oceniam. Nie radzę sobie (jeszcze) z zawiścią i mimowolnie karmię się porażkami tych, którym zazdroszczę. Mam nawet na to określenie: kompleks Szafrańskiego (o tym kiedy indziej).

Godne politowania jest to, że czyjaś śmierć może budzić coś więcej niż smutek. Samobójstwo to zawsze jest tragedia i niezależnie od okoliczności nigdy nie należy na to inaczej patrzeć. Między tym, co mówię, a tym, co (czasem) czuję, jest wielki rozziew. Ale staram się pamiętać, że emocje nie są moralnie złe ani dobre. Po prostu są. Złe lub dobre może być jedynie to, co z nimi zrobimy.

 

27.07

„Być reklamą Pana Boga” – podoba mi się ta myśl. To z wywiadu z kapłanem. Rozmówca się dziwi, bo „wiara jest kwestią prawdy”. Pewnie tak, ale i prawda wymaga reklamy. Och, gdybym usłyszał, że jestem niezłą reklamą Pana Boga, nie potrzebowałbym nic więcej.

 

2.08

„Panie Łukaszu, proszę się tak szybko nie poddawać” – a to już klient po mojej odmowie. Jestem nieugięty i odmawiam zlecenia. Obsługiwanie reklamacji klientów moich klientów (w sensie: ludzi całkiem mi obcych) nie jest tym, na co muszę się godzić. Klikam „Wyślij” i w głębi duszy czuję, że zawodowo jestem w miejscu, do którego zmierzałem.

Ale tak sobie myślę, że gdyby takich Szafrańskich i Iwuciów słuchało pół Polski, to rynek pracy wyglądałby dziś o niebo lepiej. Zlecenia eKorekty obsługuje kilkunastu redaktorów, ściśle wyselekcjonowanych w trakcie żmudnej rekrutacji. Każdy z nich jest mistrzem w swoim fachu i zaszczytem jest dla mnie to, że chcą jeszcze współpracować, bo wiem, że równie dobrze moglibyśmy zamienić się miejscami.

To, że choćby kasjerzy i sprzątaczki otrzymują dziś niegodziwe pieniądze, jest po prostu przykre. Gdyby każdy mógł dojść do sytuacji, w której samemu decyduje o tym, komu chce sprzedać swój czas, najbardziej niewdzięczne zawody byłyby tymi całkiem przyzwoicie (najlepiej?) wynagradzanymi. Bo dziś nietrudno znaleźć pracę (podobno mamy już rynek pracownika, a nie pracodawcy). Ale standardem powinno być to, że pracodawca i pracownik są sobie równi. Dopóki ten drugi zawsze będzie pod presją tego, że musi znaleźć zatrudnienie, nigdy sytuacja pracowników się nie poprawi.

Nie odkrywam Ameryki, ale ilekroć idę do galerii handlowych, dziwię się, jak wiele osób godzi się na pracę, która – tego nie da się ukryć – nie jest szczytem ich marzeń. Mnie z trudem przychodzi znalezienie dobrych redaktorów. Chyba muszę pójść po poradę do ludzi z HR-u tych wielkich korporacji.

 

13.08

Upragniony urlop! I po pierwszym dniu mogę go uznać za udany.

Michał, dziecko dwojga introwertyków, jest bardziej ostrożny w poznawaniu świata niż jego tata w pracy nad zleceniami najważniejszych klientów. Innymi słowy – w domu roznosi go energia, ale w kontakcie z czymś/kimś nowym wykazuje daleko idącą ostrożność.

Za to wakacje przyniosły przełom. Michał odnalazł swój żywioł nad morzem. Gdy wszedł do wody (lodowatej!), nie poznawaliśmy własnego dziecka. Turlał się, tarzał i zacieszał, ile mu starczyło energii.

<Tu miał być filmik, którego publikację po burzliwej dyskusji ocenzurowała mi Ania. Z upływem czasu jak zwykle pewnie stwierdzę, że miała rację>.

W każdym razie: nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy szczęściem własnego dziecka.

 

18.08

Na fejsie kolejna gównoburza. Zwykle trzymam się od nich z dala, bo szkoda mi czasu i nerwów na wdawanie się w dyskusje. Ale że sprawa dotyczy mojej branży, postanowiłem zabrać głos.

Ciepło mi się zrobiło na sercu, gdy czytałem komentarze pod tamtym wpisem. Mam cały czas wrażenie, że piszę tego bloga co najwyżej dla siebie, dlatego tym bardziej dziękuję Em, Katarzynie i Dadze za zabranie głosu. Kurczę, to szalenie motywuje do pisania i pozwala odzyskać wiarę, że nie jestem odosobniony w poglądach!

 

20.08

Powrót do domu. Jeśli ktoś mi jeszcze powie, że z dwójką szkrabów (3,5 i 0,5 roku) da się odpocząć, to wybuchnę co najwyżej histerycznym śmiechem. Wróciłem zmęczony bardziej niż po tygodniu pracy. Pocieszam się, że to stan chwilowy i za parę lat, gdy nie będzie trzeba mieć ich stale na oku, będzie inaczej. Bo będzie, prawda?

Z tego wszystkiego dziwię się tylko swoim rodzicom. Jak Boga kocham, nigdy nie widziałem ich zmęczonymi opieką nade mną i dwiema siostrami. I teraz pytanie: czy byliśmy tak grzeczni, czy oni tak niefrasobliwi (to odpada), czy takie czasy, że nie trzeba było spoglądać na dziecko co 5–10 sekund, bo się utopi, ucieknie, porwą, zgwałcą i zabiją? Ania mówi, że rodzice po prostu nie dają tego po sobie poznać. Jeśli tak, to byli genialnymi aktorami przez kilkadziesiąt lat.

 

24.08

eKorekta24 ma własne biuro!

Gdy staję przed witryną z lodami, z trudem przychodzi mi wybranie smaku, na który miałbym ochotę. A gdy mam podjąć szalenie ważną decyzję, robię to pod wpływem intuicji i często w ułamku chwili.

Ożeniłem się w wieku 23 lat, gdy studiowałem i nie miałem pracy. Wcześniej wziąłem dziekankę i wyjechaliśmy z Anią na rok do pracy za granicą – po jednej rozmowie przez telefon. Firmę założyłem jeszcze w czasie studiów. A mieszkanie, które kupiliśmy z Anią, było pierwszym, które obejrzeliśmy (kolejne dwa – tylko dla zasady, bo jak można kupić pierwsze mieszkanie?). Z perspektywy czasu każda z tych decyzji wydaje się słuszna. Dziś dodaję do niej zakup biura.

O biurze marzyłem od dawna. Praca w trzypokojowym mieszkaniu z dwojgiem dzieci za ścianą stała się zbyt dużym wyzwaniem. Wiem, że to krok w dobrą stronę. O zatrudnieniu nikogo jeszcze nie myślę, ale teraz jest taka możliwość. A to zasadnicza różnica.

 

27.08

Troska rodzicielska miesza się we mnie z ciekawością zawodową, gdy śledzę rozwój mowy Michała. Logika, jaką się posługuje, jest przeurocza:

– „mogemy” = ‘możemy’, bo „mogę”,
– „z okami” = ‘z oczami’, bo „oko”,
– „jetą” = dość osobliwe połączenie „jest” i „są” (zamiast samego „są”),
– i najbardziej spektakularne: „ba baj” (‘na plac zabaw’), „my myjnię”, „biu biura” i wiele innych – Michał stworzył sobie nieistniejącą zasadę, że w polszczyźnie przyimki są powtórzeniem części rzeczownika, który poprzedzają (częste w naszych rozmowach „do domu”).

Macie też jakieś ciekawostki z czasów nauki mowy przez Wasze dzieci?

 

28.08

Pierwszy dzień pracy w biurze. Jest pięknie. Cisza, jaka nastała, budzi we mnie zachwyt.

Jeśli ktoś kiedykolwiek powie Wam, że praca w domu to idealne rozwiązanie, to ja odpowiem Wam, że ten ktoś nigdy nie pracował na osobności. To niebywały komfort. Jakkolwiek wyrozumiałą i spokojną macie rodzinę, to nigdy nie będzie to samo. Nadal uważam, że work-life balance istnieje, ale nie w kontekście wspólnego miejsca do pracy i życia na co dzień. Te dwie sfery warto (trzeba?) rozgraniczyć i nikt mnie dziś nie przekona, że jest inaczej.

 

15.09

Piątkowy wieczór. Michał u babci. Ola śpi. Odpoczynek od rodzicielstwa to warunek dobrego rodzicielstwa.

W wieczory bez dzieci robię się sentymentalny. Męczę YouTube’a teledyskami, w których zasłuchiwałem się w liceum, i rozmyślam o przyszłości. W jednej z dzisiejszych wizji Michał zakłada kapelę rockową (jako 3,5-latek bez najmniejszego fałszu odtwarza ulubione piosenki – czy to normalne?!), a Ola wspina się po szczeblach tenisowej drabiny.

Wymyślanie przyszłości własnych dzieci nie ma sensu, a i tak to robię. Nieustannie łapię się na tym, że czekam na czas, gdy będziemy rozmawiać „na poważnie”. Liczę na to, że przekażę im swój system wartości, a przy okazji może pokochają sport i jedyną słuszną muzykę. Czy tylko ja tak mam? Jeśli nie, to ciekawe, jaką przyszłość wymyślali mi rodzice. Nie sądzę, by spodziewali się tego, czym się dziś zajmuję. A to nie wróży dobrze moim dzisiejszym wizjom.

 

17.09

Od wczoraj romansuję z Octavią. Jest młodsza o 8 lat. I to widać. Czuć. W każdym detalu. Z zewnątrz niczego sobie, choć wnętrze – bez szaleństw. Zbiera się ładnie, choć ma zaledwie 15 koni więcej. Ale i tak się zakochuję, tak jak dawniej zakochałem się w autobahnach i porsche 911.

Wszystko zaczęło się od feralnej stłuczki (po trosze z mojej winy – do tej pory nie wierzę). Odstawiłem naszą kię do blacharza, a w zastępstwie dali nam 3-letnią skodę. Przy moich 188 cm siadam nisko jak mało kiedy. Zawieszenie – bajka. Wyciszenie – przy 150 km/h zaledwie szum wiatru. Postęp w motoryzacji (choć Blogo twierdzi inaczej) wciąż mnie zadziwia. I obawiam się tylko tego, że przy całej swojej roztropności finansowej, z której jestem autentycznie dumny, nadejdzie kiedyś (zbyt wcześnie) moment, że szarpnę się na taką prawie nówkę, by później patrzeć, jak co roku traci po kilkanaście tysięcy na wartości. Ale może to jest cena, którą się płaci za przyjemność w swej najczystszej postaci?

komentarze 2

[…] Tyle że ja nie umiem (jeszcze) radzić sobie z zazdrością (w skrajnych przypadkach – z zawiścią), a skoro tak, to odcięcie się od źródła nie jest głupim pomysłem. Obym […]

by [Szorty #8] „Unravel” skradł moje serce, a poza tym… piszę książkę! - Ardenno.pl Ardenno.pl on 30 grudnia 2017 at 20:54. Odpowiedz #

„Kompleks Szafrańskiego”, ha ha : ) Fajnie wymyślone. Ale FinNinja nie odniósłby sukcesu bez Redaktora. Pozdrawiam

by Amerigo on 20 lipca 2018 at 22:16. Odpowiedz #

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)