[497 #3] Tworzenie landing page’a do książki

20.03.2018

Był 9 marca, gdy obwieściłem światu, że piszę książkę. Wcześniej wspominałem o tym rodzinie i na blogu, ale wszem wobec ogłosiłem tę informację z chwilą uruchomienia landing page’a, czyli dopiero 9 marca (swoją drogą: w swoje 33. urodziny, choć wcale tego nie planowałem).

Post poświęcony 497 błędom zamieściliśmy na profilu eKorekty24. Ta-dam! :)

497 błędów post facebook

W tym tekście opisuję:

  • jakie kupiłem domeny (i czemu aż trzy),
  • jak wyglądał pierwotny projekt landing page’a i dlaczego wywaliłem go do kosza,
  • czemu opóźnienie w uruchomieniu strony wyniosło aż 40 dni,
  • kto stworzył landing page’a i ile mnie to kosztowało,
  • i jak bardzo… rozczarowałem się w chwili uruchomienia strony.

 

***

Wpis, który właśnie czytasz, stanowi część cyklu o wydawaniu książki 497 błędów. Dotychczas ukazały się następujące teksty:

[497 #1] Wydanie książki samemu – początek cyklu wpisów o kulisach powstawania „497 błędów”

[497 #2] Tworzenie okładki do książki

[497 #3] Tworzenie landing page’a do książki (niniejszy wpis)

Kolejne teksty ukażą się niebawem.

***

 

Landing page do książki – jak wybrać domenę?

Nim zacząłem prace nad stroną, wykupiłem domeny. Zdecydowałem się na trzy: 497bledow.pl, ale także: 497błędów.pl i 497.pl. Czemu aż trzy?

Wyobrażam sobie, że z upływem czasu książka będzie coraz bardziej rozpoznawalna i że część osób znających jej tytuł czy nawet adres strony będzie wpisywała w przeglądarce adres z polskimi znakami. Co więcej, sam posługuję się adresem 497błędów.pl chociażby w korespondencji mailowej, bo zapis „bledow” (brak aż trzech polskich liter) wyjątkowo mnie razi. Zależało mi na tym, by zachować spójność podpisów w mailu z rzeczywistą domeną.

A czemu 497.pl? Tego nawet nie miałem w planach, ale gdy się zorientowałem, że dostępna jest domena trzycyfrowa (rzecz rzadko spotykana w 2018 roku!), bez wahania ją wykupiłem. Tym adresem posługuję się przede wszystkim w rozmowach. Po latach prowadzenia eKorekty24 i problemach z dyktowaniem jej niewdzięcznego adresu (ale „e” z łącznikiem?; wszystko razem, tak?; „korekta” w sensie, że źle coś pan powiedział?; a „24” cyframi? itd., itd.) adres 497.pl wydaje się wręcz idealny. Oczywiście na nim też ustawione jest przekierowanie, bo stron nie należy dublować.

 

Landing page do książki – początek prac nad stroną

Inaczej niż w przypadku tworzenia okładki książki tym razem od początku wiedziałem, do kogo zwrócę się z prośbą o zaprojektowanie landing page’a. Byłem bardzo zadowolony ze współpracy przy tworzeniu nowej strony eKorekty24 i jeszcze w grudniu, tuż po świętach, skontaktowałem się z Igorem (tutaj link do strony Igora – polecam współpracę). Planowałem uruchomienie strony do końca stycznia. Jak czas pokazał, obsuwa wyniosła… około 40 dni!

Pierwsze opóźnienia wynikły z tego, że Igor poprosił o przesłanie okładki (wspominałem o tym przy okazji wpisu o tworzeniu okładki do książki). Robocza okładka była gotowa dopiero w drugiej połowie stycznia. Na domiar złego okazało się, że Igor nie od razu mógł rozpocząć pracę.

W każdym razie był luty, gdy otrzymałem pierwszy projekt – tylko góra strony, tak bym odpowiednio szybko mógł przekazać feedback. Tłem okładki książki jest tablica szkolna, więc Igor zdecydował się również na ciemną kolorystykę. Spodobało mi się to i poprosiłem o kontynuowanie projektu w tej stylistyce.

Niebawem otrzymałem dalszą część. Miało być minimalistycznie, ale Igor poszalał z grafikami. Projekt był daleki od wstępnych założeń, lecz w zasadzie nadal mi się podobał. Dałem zielone światło do dalszych prac.

Ale przy trzeciej partii Igor wysłał już całą stronę i… nabrałem wątpliwości. Tak prezentował się pierwotny projekt landing page’a do książki (trzeba kliknąć grafikę, by ją powiększyć i otworzyć w większej rozdzielczości):

497 błędów projekt strony Igor Chudy

(Kliknij grafikę, żeby powiększyć)

 

Przespałem się z tym i zdecydowałem się… na wywalenie niemal całego projektu do kosza. Wysłałem Igorowi maila z prośbą o cofnięcie się do punktu wyjścia i zrobienie strony w całości na tym tle tablicowym, bez grafik – zależało mi w istocie na powieleniu samej góry strony.

Tytułem wyjaśnienia: ten pierwotny projekt nie był zły. Ale intuicja i doświadczenie każą mi stawiać na prostotę. Strona niewątpliwie robiła wrażenie, tylko że internet rządzi się swoimi prawami i to, co efektowne, nie zawsze (jeśli nie: prawie nigdy) jest skuteczne. To samo zresztą przed kilkoma laty przeżywałem przy okazji tworzenia strony eKorekty. Wtedy ostatecznie zrezygnowałem z projektu, który kosztował mnie znacznie pokaźniejszą sumę. Odchorowywałem to przez trzy lata, nim wróciłem do tworzenia strony i z pomocą Igora wdrożyłem obecną stronę eKorekty.

Wracając do tematu: Igor naniósł poprawki i poprawiony projekt był już tym, który ostatecznie wdrożyłem. Pracę nad stroną zakończyliśmy z początkiem marca. Łączny koszt pracy Igora (projekt strony, zakodowanie jej, podpięcie systemu mailowego) wyniósł 1476 zł brutto. Uważam, że całkiem OK, biorąc pod uwagę ostateczny efekt.

Pozostało mi już tylko jedno…

 

MailChimp i budowa listy osób zainteresowanych książką

Za pomocą landing page’a chciałem kontaktować się z osobami zainteresowanymi książką. Początkowo ekscytowałem się na myśl, że będę mógł nawiązać bliższy kontakt z potencjalnymi czytelnikami, każdy będzie mógł do mnie napisać, a ja będę dzielił się postępami w pracy nad książką. Tylko że… czy to kogoś miałoby interesować? Co dokładnie miałbym pisać? Że jakiś rozdział jest gotowy? Że zaczyna się redakcja? Słabe to i chyba mało ciekawe. Tak jak nie znoszę small talków, tak i nie chciałem pisać maili, za przeproszeniem, z pierdołami.

Wtedy podsunięto mi pomysł (dzięki, Ania!), żeby pisać o błędach i przy okazji dać się poznać jako osoba, która coś tam wie o całej tej poprawności językowej. Spodobała mi się ta idea. W błyskawicznym tempie musiałem jednak (hej, tego nie było w planach!) stworzyć kilkanaście rozbudowanych, ciekawych i rzetelnych maili poświęconych poprawności językowej. No nic – do dzieła!

Szybko przeliczyłem dni do premiery. Okazało się, że do grudnia jeszcze ponad 200 dni. Zgodnie z najlepszymi praktykami biznesowo-marketingowo-i-nie-wiadomo-jakimi-jeszcze stwierdziłem, że rozsądnym odstępem na wysyłkę maili będą dwa tygodnie. Przełożyło się to na blisko 20 wiadomości, tak by zachować ciągłość korespondencji aż do czasu premiery książki. Wziąłem się w garść i opracowałem pokaźną liczbę 18 wiadomości z całkiem konkretną wiedzą językową (zapraszam na listę! ;)).

Ostatecznie landing page uruchomiłem z 40-dniowym opóźnieniem. Ale plany są po to, żeby je na bieżąco weryfikować. Wydanie książki w grudniu nadal jest jak najbardziej realne i tym się pocieszam. Za to gdy uruchomiłem stronę – dopiero się zaczęło.

 

Oficjalne poinformowanie o stronie i… pierwsze rozczarowanie

9 marca kończyłem 33 lata (wiek chrystusowy!). Nie mogłem sobie wymarzyć lepszej pory na obwieszczenie światu swojego największego dotąd projektu. Siedliśmy z Anią i dziećmi, by świętować urodziny. Zamiast tortu – muffinki, szampan piccolo, ot, standard z dziećmi ;)

Włączyłem też laptopa, opublikowałem wspomniany post na fejsie i odpaliłem Google Analytics, oczywiście z widokiem „na żywo” (pozwala śledzić liczbę osób, które aktualnie są na stronie).

I wtedy się zaczęło…

Nie dość, że mam naturę perfekcjonisty, to jeszcze nierzadko patrzę w przyszłość w różowych okularach. Uprzykrza mi to życie, bo niejednokrotnie robię sobie plany, a potem przychodzi rozczarowanie po bolesnym zderzeniu z rzeczywistością. Nie inaczej było – a jakże! – tym razem. Spodziewałem się, że skoro eKorekta ma 3000 fanów, to na stronie książki będą tłumy ludzi. Ależ się myliłem! W największych porywach oglądalności odnotowałem jednocześnie na stronie całe… 6 osób (podczas gdy na eKorekcie zwykle jest kilkanaście, niezależnie od pory dnia):

497 błędów Analytics na żywo

Przez cały dzień zapisało się nie więcej niż 50 osób. W efekcie wskoczyłem na huśtawkę emocjonalną, która trwa do dziś.

Ale o tym będzie mowa już w innym wpisie. Niebawem :)

komentarzy 7

Cześć! Zapisałem się na listę i czekam na dalszą relację z prac. Jestem pewien, że anglistom taka książka też na pewno się przyda :) Gratuluję determinacji i umiejętności rozplanowania wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Mała uwaga co do landing page’a: próbowałem zapisać się na listę na samym dole strony (po odnośniku do testu językowego), ale wygląda na to, że można się zapisać tylko na samej górze. Trzeba wpisywać dane jeszcze raz i tak sobie myślę, że ktoś może nie zauważyć tego i się ostatecznie nie wpisać wcale.

by BluesyTag429 on 5 maja 2018 at 22:16. Odpowiedz #

Cześć! Rzeczywiście wszystkie pozostałe boksy do zapisu nie działają – nie zauważyłem, bo testowałem każdorazowo ten pierwszy u góry. Zgłoszę problem programiście. Dzięki za czujność.

A książka powstaje w dużych bólach i z coraz większym opóźnieniem. Ale grudniowy termin jest (jeszcze) realny :)

by Ardenno on 7 maja 2018 at 11:50. Odpowiedz #

Trzymam kciuki :-)

by BluesyTag429 on 9 maja 2018 at 18:28. Odpowiedz #

A ja na listę mailingową się nie zapisałem, ale książkę kupię. Powodzenia.

by Jan on 16 maja 2018 at 16:29. Odpowiedz #

Bardzo się cieszę :) Dziękuję.

by Ardenno on 17 maja 2018 at 21:52. Odpowiedz #

Jak bardzo się cieszę, że trafiłam na tą stronę! Kibicuję gorąco i czekam z niecierpliwością na książkę!

by Kasia on 30 maja 2018 at 13:12. Odpowiedz #

To miłe, dziękuję :) Postaram się nie zawieść oczekiwań.

by Ardenno on 30 maja 2018 at 13:54. Odpowiedz #

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)