[497 #1] Wydanie książki samemu – początek cyklu wpisów o kulisach powstawania „497 błędów”

6.01.2018

Zanim zaczniesz czytać, kliknij play u góry (o Unravel więcej w Szortach #8). Obłędne!

 

Wydanie książki – wreszcie się uda?

Odkąd pamiętam, chciałem wydać książkę. Czuję, że dziś jest to realne jak nigdy dotąd. Kulisom powstawania i wydania książki poświęcę cykl kilku (kilkunastu?) tekstów w najbliższym roku.

Co prawda dalej mi niż bliżej do ukończenia książki. Będzie to więc niejako analiza na żywym organizmie, ale mam głębokie przekonanie, że w grudniu 2018 będę mógł rozesłać książkę pierwszym czytelnikom. Wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak wydać książkę własnym sumptem, zachęcam do lektury.

 

Skąd pomysł na książkę o błędach językowych?

Od zawsze marzyło mi się wydanie powieści. Ale nie jestem na to jeszcze gotowy, i pisarsko, i emocjonalnie. Wierzę, że kiedyś powieść (może i niejedna) powstanie, ale jeszcze na to nie czas.

Natomiast po blisko 10 latach pracy w zawodzie redaktora i korektora czuję się kompetentny na tyle, by pisać o poprawności językowej. Wydanie książki o błędach ma zresztą uzasadnienie biznesowe – stale muszę zabiegać o to, by eKorekta stawała się coraz bardziej rozpoznawalna, a wydanie książki doskonale sprawdza się, jak to się fachowo mówi, w budowaniu wizerunku eksperta. Choć i tak frajda z wydania książki będzie ważniejsza :)

Pierwszy pomysł na wydanie książki o poprawności językowej sięga początku 2016 roku. Poprosiłem wtedy nawet o wsparcie swoje dwie najlepsze redaktorki i wspólnie spisywaliśmy błędy, które warto odnotować w książce. Ale w trakcie kolejnych miesięcy niewiele się działo. Zatopiłem się w zleceniach i na poboczne projekty, jak wydanie książki, nie miałem ani czasu, ani siły.

Pamiętam, że jeszcze z początkiem 2017 roku miałem kolejne postanowienie, by wrócić do pracy nad książką. Kluczowym elementem było spisanie błędów. Planowałem, że do końca marca 2017 przejrzę Wielki słownik poprawnej polszczyzny (ponad 1500 stron!), żeby spisać te najważniejsze błędy. Rezultat? Doszedłem do 150. strony.

Ale powodów zaprzestania prac nad książką było w istocie kilka. W lutym urodziła się Ola, zleceń na eKorekcie było sporo, nie wyrobiłem się do końca marca z researchem błędów i straciłem motywację. Ostatecznie pisanie i wydanie książki odeszło – po raz kolejny – na dalszy plan.

 

Końcówka 2017 i powrót do pisania książki

Sporo zmieniło się jesienią ubiegłego roku. Głupio mi to pisać, ale wyzwalające było… moje zmęczenie pracą zawodową. Zresztą eKorekta nigdy nie miała być przedsięwzięciem jednoosobowym. Zajmowałem się zleceniami, bo taka jest kolej rzeczy w rozwoju firmy, ale od zawsze moim celem było uniezależnianie się od obsługi firmowych zleceń.

Dziś jest dobrze jak nigdy dotąd. Mniej więcej od września tego roku zacząłem radykalnie ograniczać liczbę swoich zleceń. Tylko jeden klient oczekuje ode mnie, bym zajmował się redagowaniem chociaż części jego tekstów, ale i to jest kwestią czasu (a zawsze przecież sam mogę zrezygnować, choć szkoda utracić klienta).

Ograniczenie zleceń – co oczywiste, nie bez wpływu na finanse – uwolniło mi masę czasu. Wróciłem do zarzuconych projektów, uporządkowałem sprawy firmowe, wznowiłem rekrutację, usystematyzowałem część działań, które od dawna wymagały stworzenia procedur. No i zyskałem czas na takie ekstrawagancje jak pisanie i wydanie książki.

 

Kiedy można zacząć pisać książkę?

Nie twierdzę, że mój sposób działania jest optymalny. Z pewnością mogłem zabrać się za wydanie książki dwa, trzy, a może i pięć lat temu. Pewnie byłaby gorsza merytorycznie, ale powstałaby szybciej, a ja prędzej czerpałbym z niej zyski. Tylko że to nie takie proste. Bo pisanie i wydanie książki wymaga kompromisów i wyrzeczeń. To sztuka wyboru między ważnymi dla nas rzeczami.

Pisanie i wydanie książki wymaga albo ofiary z czasu (w przypadku pracy na etacie pisanie książki zabiera sporą część czasu wolnego), albo ofiary z finansów (to dotyczy tych, którzy mogą pisać książkę kosztem części czasu poświęcanego na pracę, choć to odbija się zwykle na finansach).

Poza tym wydanie książki to projekt bez gwarancji sukcesu. Jeśli przyniesie dochód (bo wcale nie musi!), to najwyżej po jakimś czasie (w moim przypadku – najwcześniej za rok). A do tego będzie to zysk w bliżej nieokreślonej wysokości.

Ta wizja braku dochodów przez parę miesięcy, czy raczej wizja radykalnego zmniejszenia dochodów, była jednym z głównych powodów tego, że nie decydowałem się na wydanie książki. Takie działanie wymaga po prostu… jaj. Albo stałego dochodu z innego źródła. W najgorszym razie – solidnej poduszki finansowej do przepalenia.

Dziś mam ten komfort, że firma już jako tako hula (choć i tak mam wrażenie, że byle ekonomista pogardziłby biznesem, który po tylu latach działalności generuje tak mizerne dochody – ale to już temat na odrębną dyskusję). Dla mnie ważne jest to, że zdołałem się wreszcie skupić na tym, co dla mnie ważne. A dziś ważne jest wydanie książki.

 

Plan wydania książki na cały rok

Nie byłbym sobą, gdybym tak dużego projektu nie rozłożył na części pierwsze i nie zaplanował w szczegółach. Zresztą wydanie książki bez precyzyjnego planu na kolejne miesiące wydawałoby mi się nierozsądne.

Obecnie więc plan wydania książki wygląda tak:

I wiecie co? Zaczynam rozumieć tę typową gonitwę terminów związaną z wydaniem książki. Ilekroć na eKorekcie mamy okazję zajmować się książką, zwykle kończy się tym, że trzeba pracować w pośpiechu. Gonią nas deadline’y, wszyscy są w niedoczasie, a terminu w drukarni nie można przekroczyć (wkurza mnie to, bo to tak, jakby maszyny były ważniejsze od człowieka – każdy inny etap pracy nad książką można przyspieszyć/skrócić/przesunąć, a terminu w drukarni – nigdy, bo przepadnie!).

Dotychczas dziwiłem się temu pośpiechowi. A dziś mam rozpisany plan wydania książki na cały rok i… już teraz mam wrażenie, że na wiele rzeczy będzie brakować czasu. Bo ten plan nie jest bezpieczny. Jest realny, ale nie jest bezpieczny, a na pewno nie komfortowy. Za priorytet postawiłem sobie jednak wydanie książki drukiem w grudniu i to jest najważniejszy cel. Muszę go dotrzymać.

Dobra wiadomość: dwa pierwsze punkty mogę już odhaczyć. Okładka się tworzy, mam nadzieję, że finalna wersja będzie gotowa w styczniu. Kupiłem też domeny (aż trzy), pochwalę się nimi, gdy będzie gotowy landing page (prawdopodobnie również w styczniu).

Sam jestem na etapie spisywania błędów, które będą tworzyć sporą część książki. Już teraz liczą sporo ponad 100 000 tys. znaków ze spacjami, co stanowi 1/3–1/4 objętości typowego poradnika. Gdy zakończę research na potrzeby książki, sporo i tak będę musiał wyciąć, bo inaczej powstałaby kilkusetstronicowa cegła. Tego raczej chcę uniknąć.

 

Czy warto publicznie mówić o swoich zobowiązaniach?

Na koniec przychodzi mi jedna refleksja: czy w ogóle warto dzielić się z innymi swoimi planami? Bo zobowiązanie publiczne to – podobno – jeden z lepszych sposobów, by dopiąć celu. Dotychczas miałem raczej odmienne doświadczenia. W całym tym moim pisaniu było przez lata więcej gadania niż działania. Kończyło się to tym, że rzucałem publiczne zobowiązania, nic z nich nie wychodziło i było mi zwyczajnie głupio – jedyny efekt z tego, że zobowiązywałem się do czegoś publicznie.

Ale odkąd zacząłem na poważnie myśleć o wydaniu książki, faktycznie mówię o niej wszystkim dookoła. Tylko że nie robiłbym tego tak ostentacyjnie, gdybym nie miał przekonania, że tym razem nie rzucam słów na wiatr – i chyba o to chodzi w całej tej idei zobowiązań publicznych. Mają one sens dopiero wtedy, gdy mają sens dla nas samych.

Dzisiaj mam przekonanie, że wreszcie się uda, i nie boję się zobowiązywania przed innymi. Wiem, że muszę dowieźć ten projekt i że dam radę. Jasne, ciągle wieczorami spędzam czas na graniu (na tapecie The Crew, a Wiedźmin czeka w kolejce), ale myśl o książce pulsuje mi głowie bez przerwy. Gdy zapominam się w marnowaniu czasu, opamiętuję się i wracam do prac nad książką.

Jest lepiej niż kiedyś. Inaczej. I utwierdzam się w tym, że tym razem nie skończy się na pustych obietnicach.

Pierwsze szczegóły niebawem. Stay tuned!

komentarze 2

Przyznaję, że nie czytam w 100% Twoich tekstów, bo wszystkie treści w internecie staram się traktować wybiórczo, ale wyłuskałem sobie najważniejsze dla mnie informacje. Bo zawsze warto poczytać mądre teksty i przyswoić ich esencję. Już sobie przypominam, że kiedyś chwaliłem to, co publikujesz, ale, kurde, będę musiał zrobić to jeszcze raz. Tak dla otuchy.
Dobry panel o migrantach, chociaż faktem jest, że znowu wysłuchałem w całości tylko wypowiedzi Virena z Indii. Tak mi się akurat film włączył, więc uznałem, że to jego najważniejsza treść. I chyba tak właśnie było… „Unravel” też zdaje mi się „wymiatać”, więc coś czuję, że będę musiał poszukać sobie i dzieciakom jakiejś pełnej wersji. To dobrze: masz dar przekonywania. Lubię też ten film z Malborka (moje okolice) o troskliwych policjantach (moje klimaty, bom ze Służby Więziennej, która też staje na głowie, żeby ocieplać swój wizerunek)…
Ale, najważniejsze, co chcę przekazać to to, że głęboko zastanawiam się nad zakupem Twojej książki długo przed jej powstaniem i przed możliwością skorzystania z recenzji. Lubię po prostu, jeśli ktoś, kto ma taki natłok myśli (ewidentnie to Ty) układa je w przystępne zdania, a tekst zdaje się mieć RYTM. I tu mam pewną prośbę, bo błędy językowe to niełatwy temat dla zwykłego zjadacza chleba (takiego, jak ja). Studiowanie słowników i publikacji o poprawnej polszczyźnie także kończyłem zdecydowanie przed ich finałem. Stąd proszę Ciebie, aby Twoja książka miał ten Twój RYTM i była po prostu przejrzysta. Terminy, które przedstawiłeś też mi odpowiadają, bo mógłbym zrobić prezent urodzinowy mojej żonie (13. grudnia). Wiem, że książka to nie jest idealny prezent dla kobiety, ale może ta Twoja złamie tę regułę. A, że moja żona to „pani od polskiego”, może doceni moją inwencję. Trzymam kciuki!
PS „Jedyna słuszna muzyka” to Female Vocal Trance ;) – polecam, dobra na każdą okazję.

by don shaqadeemaz on 9 stycznia 2018 at 22:53. Odpowiedz #

Hej, dzięki za wszystkie miłe słowa! :) To naprawdę pokrzepiające. Im więcej osób się deklaruję, tym większą czuję presję, by wydać książkę na czas. Zrobię wszystko, byś mógł wręczyć żonie taki prezent :)

by Ardenno on 12 stycznia 2018 at 10:16. Odpowiedz #

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)