[Szorty #4] Flow na korcie, biznes po polsku i pytanie, które przestałem zadawać innym

29.04.2017

Kawałek, którego liczbę odtworzeń liczę już w setkach:

 

Poniedziałek

Jestem wielkim fanem csíkszentmihályiowskiej (piękne słowo!) idei flow.

W poniedziałki i czwartki mam zajęcia z tenisa. Gdy wchodzę na kort, kompletnie zapominam o świecie i tracę poczucie czasu. Jedynie przy zmianie stron kortu spoglądam na zegarek i rozpaczliwie odliczam minuty upływające do końca treningu.

Podobnego flow szukam poza kortem. Zwykle bezskutecznie. Ale wyobrażam sobie, że może tak wygląda wieczność – życie, w którym na stałe zatraciło się poczucie czasu?

 

Wtorek

W Gdańsku trwa wystawa Lego. Boeing (11 metrów długości, 3 metry wysokości) rzeczywiście robił wrażenie.

Wystawa Lego Gdańsk 2017

Po wystawie czekała nas wizyta kontrolna u ortopedy (u Oli wykryto dysplazję bioder – schorzenie dość częste, ale wcześnie zdiagnozowane nietrudne do wyliczenia). Przez sześć tygodni zakładaliśmy rozwórkę (18–20 godzin na dobę). Teraz już tylko na noc – sukces!

Za to po raz kolejny doszedłem do smutnego (lub pokrzepiającego – zależy, jak patrzeć) wniosku, że robienie biznesu w Polsce jest… proste. Są tylko dwa warunki: na czymś się znać i być przyzwoitym człowiekiem. Bo jeśli biznes robią ci, którzy spełniają jedynie to pierwsze kryterium, to pozostali, którzy mają w sobie szacunek i empatię do drugiego człowieka, nigdy nie będą narzekać na brak klientów.

 

Środa

W pewnym momencie usłyszałem coś jak świergot ptaków. Rozglądam się, skąd dochodzi dźwięk. Mój telefon? Nie, mam inny dzwonek. Szukam Ani smartfona – jest, ale nie dzwoni. Jakaś włączona gra na tablecie? Też nie. W końcu zdaję się na słuch i idę w kierunku, z którego dobiega dźwięk.

Gdy stanąłem przy oknie w dużym pokoju, dotarło do mnie, że nadeszła wiosna. I że nie muszę uszczelniać już drzwi balkonowych.

 

Piątek

Jest jedno pytanie, które przestałem zadawać innym ludziom.

Nie tak dawno temu nie miałem jeszcze oporów, by o to pytać. Im częściej słyszałem: „to skomplikowane”, „to zależy kiedy” i „trudno powiedzieć”, tym bardziej kuliłem się w sobie i zaczynałem żałować rozpoczętej rozmowy. Uczę się nie oceniać i nie patrzeć na świat w sposób czarno-biały, ale są sprawy, w których nie znajduję miejsca na odcienie szarości.

Dziś już boję się pytać. Świadomość tego, że w jednej sekundzie mogę kompletnie rozminąć się moralnie, etycznie i światopoglądowo z drugim człowiekiem, który chwilę wcześniej wydawał mi się kimś najbliższym, obezwładnia mnie. Bo potem zawsze, ilekroć rozmawiamy, w tyle głowy uwiera mnie myśl, że nie zgadzamy się w najbardziej fundamentalnej sprawie. I że nic z tym nie mogę zrobić.

Tylko czy milczenie jest rozwiązaniem? Kompulsywnie wracam do pisania o niej, a jednocześnie nie umiem już o niej rozmawiać. I nie pojmuję, co stało się ze światem, w którym walczymy o humanitarne traktowanie wigilijnego karpia, a nie jesteśmy w stanie powstrzymać tej machiny śmierci.

What’s wrong with everybody today?!

Więcej o powyższej prowokacji – tutaj.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagany - e-mail nie zostanie opublikowany)

(opcjonalnie)